- Strzeżonego doktór strzeże
„— Strzeżonego doktór strzeże. Różną cholerę wiatr nosi zza Narwi, z Różana. Odwrócisz się do niego przodem jeden z drugim i już możesz być gotów. — Tu umilkł, zamyślił się i ni stąd, ni zowąd zakończył z przejęciem — A do łóżka trzeba włazić w koszuli, bo jeśli ktokolwiek bądź z was w kalesonach sypiać będzie, poluzji może dostać!
Natychmiast ochrzciliśmy starego saniteta „Poluzją" i tak już do końca kursu zostało.
Pierwsze dni to głównie przedzieranie się przez gąszcz regulaminowych nakazów i zakazów. Wszystko muszę przy tym wykonywać „posłusznie". „Melduję się posłusznie na rozkaz", „proszę posłusznie o pozwolenie" itp. Tak bowiem nakazuje obowiązujący regulamin.
Na początek musimy również przyswoić sobie trzy zasadnicze umiejętności słanie łóżek, przygotowanie nóg do marszu i układanie wieczornych kostek ubraniowych.
Pozornie żadnych trudności. Proszę sobie jednak wyobrazić dwadzieścia piętrowych łóżek, łączonych po dwa i zestawionych w jednym szeregu. Dwadzieścia sienników, które należy wyklepać w ostre kanty na jednakową wysokość i obciągnąć idealnie wygładzonymi kocami w białych podpinkach. Pomnożyć przez dwa dwadzieścia wypchanych słomą zagłówków, formowanych w identyczne nibypudełeczka, bezbłędnie wyrównane jak wojsko na paradzie. Oto ogrom wysiłku, jaki co rano musieliśmy wkładać w owo misterne dzieło, z konieczności wykonywane w wyścigowym tempie.“(2)